1962-4-20 Polska U-19 - Włochy U-19 0-3

Reprezentacja Polski na trybunie stadionu w Braszow po przegranym meczu z Włochami. Fot. Jan WilimReprezentacja Polski na trybunie stadionu po przegranym meczu z Włochami 0-3. Fot. Jan Wilim

W kwietniu 1962 r. piłkarska reprezentacja Polski do lat 19 wzięła udział w turnieju UEFA w Bukareszcie. Biało-czerwoni zmierzyli się z Włochami i Austrią, natomiast Malta wycofała się z turnieju. Liczyliśmy na dobry wynik naszej kadry, która w meczach towarzyskich rozbiła Marymont Warszawa i AZS AWF Warszawa po 5-0! W składzie mieliśmy kilku bardzo zdolnych juniorów jak Bogdan Kędzia, Krystian Michallik, Jan Wilim, Zygmunt Maszczyk, Waldemar Słomiany, Janusz Kowalik, Krzysztof Hausner, Andrzej Jarosik, Joachim Marx czy Jan Banaś.

Według relacji ówczesnych gazet niemal dwa dni zajęła Polakom droga na przybycie do Braszowa, pomimo że większa część podróży odbyła się samolotem, jednakże kilka godzin piłkarze spędzili na lotnisku w Budapeszcie. Co ciekawe, obie reprezentacje miały wspólny autokar, hotel i boisko! – „Trener Stiasny zarządził półgodzinny rozruch. Włosi zazwyczaj pewni siebie, nie omieszkali tym razem wysłać na boisko obserwatora. Niewiele mógł on zrelacjonować, bowiem nasi chłopcy zagrali mecz piłki ręcznej, przy czym strzelać wolno było tylko głową. Potem powrót do hotelu, kolacja i zasłużony odpoczynek” – relacjonował Sport.

Przed wyjazdem do Rumunii kilku piłkarzy zmagało się z kontuzjami. Na szczęście stan zdrowia Waldemara Słomianego, Janusza Kowalika, Zygmunta Maszczyka i Bogdana Kędzi był już zadowalający. Dr. Janusz Makowski stwierdził, że wszyscy zawodnicy są zdolni do gry. Jedynie Wiesław Motoczyński, który decydował o składzie biało-czerwonych, miał obawy, czy wystawić do składu rekonwalescentów. W razie kontuzji nasz zespół musiałby grać w osłabieniu, gdyż ówczesny regulamin pozwalał jedynie na wymianę bramkarza. – „Musimy wytrzymać pierwsze 20 minut szaleńczego ataku Włochów, wybić ich z uderzenia, narzucić swój system, grać bardzo bojowo. Od ich właściwej realizacji zależeć będzie cała dalsza kariera w turnieju” – zaznaczał trener.

Włosi, którzy przewyższali naszych piłkarzy pod względem fizycznym, byli pewni zwycięstwa z Polakami, ale również myśleli o wygraniu turnieju. Polakom również marzył się medal.  – „Sukces portugalski był jednorazowym wyskokiem, który chyba niełatwo będzie w przyszłości powtórzyć, w Braszowie okazało się, że nasi reprezentanci nie byli dostatecznie przygotowanie do turnieju. Nie wytrzymali spotkania kondycyjnie i w drugiej połowie wyraźnie opadli na siłach przez co popsuli znacznie wrażenie, jakie zostawiali po sobie w pierwszej części gry” – komentował Sport po przegranej 0-3.

Wyższość biało-niebieskich nie podlegała dyskusji, aczkolwiek tacy piłkarze jak Janusz Kowalik czy Jan Banaś pod względem wyszkolenia nie ustępowali nawet najlepszym Włochom, gdzie prym wiedli Gianfranco Zigoni z Juventusu, Ferdinando Mangili z Brescia i Gianfranco Trombini z Torino FC. – „Technika młodych Azzurri była jednak bardziej przystosowana do wymogów szybkiej, nowoczesnej gry i to stanowiło najbardziej istotną różnicę. Jeszcze większa była ona w dziedzinie szybkości i kondycji” – pisał Sport.

Spotkanie zaczęło się od spodziewanych ataków Włochów. Przez pierwszy kwadrans nasz zespół bronił się dzielnie i nie dopuszczał przeciwnika do strzałów. Kto wie jak potoczyłby się losy spotkania, gdyby w 26 min. Janusz Kowalik strzelił pewnego gola. Napastnik Cracovii w swoim stylu popisał się pięknym solowym rajdem, minął kilku zawodników włoskich, następnie bramkarza i z ostrego kąta… nie trafił do pustej bramki! Natychmiastowy kontratak rywala zakończył się zdobyciem pierwszego gola.  – „W drugiej połowie biało-czerwoni grali ślamazarnie, wolno, niezdecydowanie. Zatarło się dobre wrażenie z pierwszej części meczu. Polacy, mimo ambicji, słaniali się wprost na nogach, przewracając się przy każdym zderzeniu” – komentował Sport. W 60 min. Gianfranco Zigoni popisał się pięknym rzutem wolnym z odległości około 25 metrów, piłka przeszła nad głowami naszych zawodników i wpadła do siatki. W ostatnich dwudziestu minutach przewaga Włochów stała się przygniatająca. W 70 min. Bogdan Kędzia „stracił głowę” i strzelił bramkę samobójczą. Po meczu dziennikarze pochwalili jedynie Janusza Michallika, grającego drugiego stopera, bardzo dobrze ustawiającego się i wygrywającego wszystkie pojedynki oraz Janusza Kowalika, który imponował szybkością, techniką, był bojowy i ambitny. Marek Tabor również nie ponosił winy za utracone gole, a w kilku sytuacjach wykazał się brawurową obroną.

Dokumentacja meczowa

Mecz oficjalny

20 kwietnia 1962, Braszow (boisko Tractorul, Rumunia), turniej UEFA

Polska U-19 – Włochy U-19 0-3 (0-1)

0-1 – Gianfranco Trombini (26), 0-2 – Gianfranco Zigoni (60), 0-3 – Bogdan Kędzia (70 samob.)

Sędziował: Polemis (Grecja)

Widzów: 6 000

Polska U-19: Marek Tabor (1944, Cracovia) – Bogdan Kędzia (1944, Arka Gdynia), Waldemar Słomiany (1943, Górnik Zabrze), Zbigniew Sadowski (1944, Calisia Kalisz) – Krystian Michallik (1944, AKS Chorzów), Jan Wilim (1943, Szombierki Bytom) – Krzysztof Hausner (1944, Cracovia), Andrzej Jarosik (1944, Zagłębie Sosnowiec), Andrzej Horba (1944, Wisła Kraków), Jan Banaś (1943, Zryw Chorzów), Janusz Kowalik (1944, Cracovia). Trener: Władysław Stiastny

Włochy U-19: Pellegrino Piscitelli (SSC Napoli) – Viale (AC Treviso), Ugo Ferrante (Pro Vercelli), Ferdinando Mangili (Brescia Calcio) – Natalino Fossati (FC Torino), Angelo Pereni (AC Legnano) – Gianfranco De Bernardi (Pro Patria), Giancarlo Savoia (US Pistoiese), Giovan Battista Pienti (Sampdoria Genua), Gianfranco Zigoni (Juventus Turyn), Gianfranco Trombini (FC Torino).

Grano 2 x 40 minut