Ernest Wilimowski „widział cztery piłki” i… został wyrzucony z igrzysk!

Wszystko zaczęło się od towarzyskiego meczu Ruchu z Cracovią rozegranego pod koniec czerwca 1936 r. Kilka dni wcześniej hajduczanie pokonali Wisłę Kraków 1-0. Mecz w Krakowie zakończył się bolesną porażką 0-9 oraz wielkim skandalem. A wszystko to zapoczątkował na łamach gazety stołecznej list otwarty Stanisława Skrzypczaka, w której autor podał rewelacyjne przyczyny porażki Ruchu. Duży artykuł na ten temat pojawił się w Przeglądzie Sportowym. - „Na dworcu katowickim oczekiwało wieczorem przybyciu pociągu krakowskiego wielu sportowców, którzy przybyłą drużynę mistrza przywitali wrogimi okrzykami jak: „skandal”, „hańba”, „grać w piłkę, a nie siedzieć w knajpach”, itp. Kierownicy drużyny nie wysiedli z wagonu, zdając sobie sprawę, że na nich spada w znacznej mierze wina. W Katowicach wysiedli z pociągu jedynie Wilimowski i Kurek, którzy z walizkami w rękach przeszli zmęczonymi krokami ulicami i wylądowali… w restauracji Silesia przy ul. Wojewódzkiej. Tam Wilimowski i Kurek szybko znaleźli sobie towarzystwo – w osobach byłego sekretarza OZPNU-u Wyleżoła, jednego z redaktorów sportowych katowickiego pisma p. G. i innych, przy czym nawet na stole znalazła się wódka, piwo i zakąski… Nad ranem około godz. 3-ciej Kurek, skonsumowawszy większą ilość wódki zauważył mnie siedzącego i przysiadłszy się do mego stolika, przywołał ledwo trzymającego się na nogach Wilimowskiego, którego dotychczas osobiście nie znałem.

Fot. Archiwum rodzinne Gerarda i Lucjana WodarzówUlubionym trunkiem Ernesta Wilimowskiego (siedzi po środku) był likier. Fot. Archiwum rodzinne Gerarda i Lucjana Wodarzów

– Nie musieliśmy jednak przegrać – opowiada Kurek – gdyby wszyscy nie byli pijani. Po meczu z Wisłą kierownictwo wypłaciło każdemu graczowi po 50 zł. Wszyscy poszliśmy więc na pijatykę i dopiero nad ranem około godz. 5 wróciliśmy w poniedziałek do domu. Badura ledwo stał na boisku w Krakowie, a Peterek nie mógł dojrzeć piłki. Ja – przerywa Kurkowi Wilimowski – to widziałem zawsze cztery piłki. Po takiej nocy nic nie szło. Dalej kontynuuje Kurek – gdy przy stanie 5-0 siedziałem w bramce i widziałem, że gracze Cracovii strzelają bramki tylko z 5 metrów a naszej obrony i pomocy i nie było, to wówczas zawołałem do bramki Tatusia, by później nie powiedzieli, że ja zawiniłem. Tatuś też nie mógł uratować sytuacji i w ciągu 10 minut wpakowali mu 4 bramki…” – opowiadali piłkarze na łamach PS.

10 lipca odbyło się zebranie Wydziału Gier i Dyscypliny Ligi PZPN, na którym powzięto kilka ważnych uchwał w związku z aferą Ruchu. Liga nie zgodziła się w sprawie zawieszenia Ruchu, natomiast ukarano Eryka Kurka kolejną 2-letnią dyskwalifikacją za rozsiewanie nieprawdziwych informacji. Na Ernesta Wilimowskiego nałożono karę 6-tygodniowej dyskwalifikacji za nieodpowiednie zachowanie się jako członka drużyny olimpijskiej i złamanie przysięgi olimpijskiej. Wydział Gier i Dyscypliny zarządził od Ruchu książek kasowych, by wyjaśnić sprawę premii. Piłkarz amator nie mógł pobierać żadnej premii. Nowa uchwała uderzyła także w inne kluby, które od tej pory zobowiązały się dać do wglądu księgę kasową dwa razy w roku.

PZPN nie był już tak łaskawy, jak Liga, postanowił zawiesić Ruch i utrzymać to do czasu szczegółowych badań ksiąg kasowych i wytoczenia sprawy sądowej pp. Skrzypczakowi i Kurkowi. Kilka dni później PZPN zawiadomił telefonicznie Ruch, iż nie zezwala na rozegranie meczów towarzyskich, w związku z tym nie odbył się sparing z wicemistrzem Śląska Czarnymi Chropaczów.  Prasa śląska poinformowała, że PZPN celowo krzywdzi Ruch, który zdominował rozgrywki ligowe w kraju. W PZPN zasiadały osoby, które na co dzień były powiązane z warszawskimi klubami ligowymi, i z pewnością nie na rękę była im dominacja Ruchu w lidze. Gazeta Polonia poinformowała, iż w razie gdyby PZPN nie zmienił swojego postępowania w stosunku do klubów śląskich, kluby te wystąpią ze struktury PZPN i utworzą swoją własną ligę, do której dołączą kluby krakowskie oraz Zagłębia kieleckiego. Tuż przed startem rundy rewanżowej PZPN odwiesił Ruch, który mógł kontynuować mistrzowskie mecze.

wilmowski1 kopiaFot. NAC

W całej aferze najbardziej ucierpiał Ernest Wilimowski, który poważnie rozważał możliwość wycofania się z czynnego uprawiania sportu lub chciał kontynuować karierę w jednym z niemieckich klubów na Śląsku Opolskim. „Willy” został skreślony z listy uczestników obozu olimpijskiego. Była to wielka strata dla polskiej piłki, gdyż z nim w składzie Polska z pewnością zdobyłaby medal w Berlinie. Ostatecznie zajęła „tylko” czwarte miejsce.